Search This Blog

Polecany post

Green Book

Na pewno, być może, czyli „Green Book” Petera Farrelly'ego.

JUTRO IDZIEMY DO KINA (14)

JUTRO IDZIEMY DO KINA (14), czyli z ogromną przyjemnością oddajemy w Wasze ręce kolejny odcinek cyklu zapowiadającego premiery filmowe nadchodzącego weekendu. Gotowi? Tak więc zaczynamy.

KLIKNIJ, by odtworzyć


Koniec marca przynosi do sądeckich kin zaledwie trzy premiery, ale jakże różnorodne pod względem gatunkowym: bazujący na międzynarodowym sukcesie marki science-fiction stworzonej przez umysł samego Masamunego Shirowa, spopularyzowanej dzięki anime Mamoru Oshii o tym samym tytule, czyli film Ruperta Sandersa – Ghost in the Shell (2017); biograficzny dramat muzyczny Dalida. Skazana na miłość (Dalida, 2016) w reżyserii Lisy Azuelos, oraz łotewski kandydat do Oscara 2017 w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny, dramat Świt (Ausma, 2015) Laily Pakalniny.   

Ghost in the Shell (2017, R. Sanders) to aktorska wersja jednego z najważniejszych anime w historii cyberpunku, a nawet – nie boję się tego skreślić – całego gatunku sci-fi. Reżyser, który do tej pory zaliczył garstkę „krótkometrażówek” i średnio udaną produkcję z pogranicza fantasy i mrocznej baśni (Królewna Śnieżka i Łowca [Snow White and the Huntsman, 2012]), porywa się na adaptację giganta, owianej kultem animacji; fabuły, z której garściami czerpali jeszcze-wtedy-bracia Wachowscy tworząc swoje opus magnum – film Matrix (1999). Sanders przyznał niedawno, że sprawa „zdeczka” go przerosła i nie będzie w stanie właściwie oddać złożoności pełnometrażowego anime. Stąd fabuła bazować będzie w większym stopniu na serialu Ghost in the Shell: Stand Alone Complex (Kōkaku Kidōtai: Stand Alone Complex, 2002-2003, K. Kamiyama), który nie miał aż tak pogłębionego przesłania jak wersja pełnometrażowa.

Obraz Ruperta Sandersa śledzi losy Major (Scarlett Johansson), jedynej w swoim rodzaju cyborgicznej hybrydzie człowieka i robota. Ten twór do zadań specjalnych stoi ona na czele elitarnej jednostki Section 9, specjalizującej się w walce z najniebezpieczniejszymi przestępcami świata. Section 9 czeka największe wyzwanie w historii jednostki. Oto stanie przed obliczem wroga, którego jedynym celem jest wymazanie postępów technologii wirtualnej Hanka Robotic’s.

Wielbiciele animacji z 1995 roku już drżą w posadach i węszy profanację. Osobiście  jestem zdania, że filmy najlepiej smakują wtedy, kiedy podane na chłodno. Dlatego odsuwam od siebie cały ten psycho-fanowski „jazz”, a z oceną, jak to z oceną – trzeba wstrzymać się do daty premiery, która już jutro. Ważne jest to, że za produkcję Ghost in the Shell zabrali się prawdziwi, rasowi admiratorzy twórczości Mamoru Oshii, rozumiejący jakim kultem na przestrzeni lat obrosła jedna z najważniejszych produkcji gatunku.  

Tak więc Ghost in the Shell typujemy na film tygodnia, a poniżej zestawiamy dla Was pozostałe dwie produkcje wchodzące do repertuaru sądeckich kin.

[DALIDA. SKAZANA NA MIŁOŚĆ, 2016, reż. Lisa Azuelos]

Dla jednych dumna i zimna femme fatale, dla innych zagubiona piękność, która przyciągała niewłaściwych mężczyzn. Dalida. Skazana na miłość (Dalida, 2016) to filmowy portret artystki wszechstronnej, uwielbianej przez miliony, niezrozumianej przez nikogo. Urodą porównywana do Kleopatry, była fetyszyzowana przez publiczność na całym świecie, a wszystko, czego dotknęła na scenie, stawało się złotem. Zupełnie inaczej niż w życiu osobistym. Szaleńczo poszukiwała miłości – zakochanych adoratorów doprowadzała do obłędu, a nawet śmierci. Stąd reżyserka Lisa Azuelos w swoim filmie skupia się na pięciu najważniejszych mężczyznach w życiu artystki, którzy zaważyli zarówno na jej karierze, jak i całym życiu. Byli to: mąż i manager Lucien Morisse (Jean-Paul Rouve), malarz Jean Sobieski (Niels Schneider), piosenkarz Luigi Tenco (Alessandro Borghi), młody kochanek Lucio (Brenno Placido) i Richard Saint Germain (Nicolas Duvauchelle) – ostatnia wielka miłości Dalidy (Sveva Alviti). 

Dla Azuelos, córki uwielbianej we Francji aktorki i piosenkarki Marie Laforêt, świat przepychu, popularności, uwielbienia, bezustannej obserwacji i hipokryzji jest dobrze znany. Postanowiła więc wykorzystać osobiste doświadczenia i opowiedzieć historię wielkiej diwy lat 70. Brak dystansu do własnej historii rodzinnej skierował uwagę reżyserki na postać Dalidy. Początkowo Azuelos nie była wielką fanką jej twórczości, jednak zbierając dokumentację filmową, poznając Dalidę jako artystkę i kobietę – odkryła jak wiele łączy ją z bohaterką. Od początku w pracę nad filmem zaangażowany został brat piosenkarki – Orlando, który przez wiele lat był jej managerem. Na etapie pisania scenariusza precyzował miejsca, daty, relacje, jakie Dalida utrzymywała z publicznością i z mężczyznami. Udostępnił też obszerne, prywatne archiwum siostry. 

Dalida jest uznawana za jedną z sześciu najpopularniejszych piosenkarek na świecie. Sprzedała ponad 170 milionów albumów, otrzymała 70 złotych płyt i jako pierwsza kobieta zdobyła tę diamentową. Jej piosenki szybko dotarły również do Polski. Zagorzałym wyznawcą talentu Dalidy był Lucjan Kydryński, który w niemal każdej niedzielnej audycji Rewia Piosenek przypominał jej utwory. Polskę odwiedziła dwa razy: w 1963 i 1983 roku. 

[ŚWIT, 2015, reż. Laila Pakalnina]

Trzecią i zarazem ostatnią premierą jest współfinansowany przez PISF Świt (Ausma, 2015) Laily Pakalniny, piąta fabuła w dorobku łotewskiej reżyserki i pierwsza, która otrzymała nominację do Oscara 2017 w kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego. W roku 1991 ukończyła reżyserię w moskiewskiej szkole filmowej WGIK. Jest autorką 25 dokumentów, 5 krótkometrażowych oraz czterech pełnometrażowych filmów fabularnych. Jej obrazy zdobyły szereg nagród na międzynarodowych festiwalach, m.in.: w Cannes, Wenecji, Berlinie, Locarno i Rzymie. 

Światowa premiera Świtu odbyła się w Konkursie Głównym 13. Festiwalu Black Nights w Tallinie – POFF w 2015 roku. Warto dodać, że współfinansowana przez PISF łotewsko-estońsko-polska koprodukcja uzyskała aż 12 nominacji do Łotewskich Nagród Filmowych. Ostatecznie obraz zdobył 7 statuetek: za reżyserię, drugi plan – Liena Šmukste i Andris Keišs, charakteryzację – Dzintra Bijubena, muzykę – Vestards Šimkus, oraz to, co interesuje nas najbardziej, czyli nagrody za najlepsze zdjęcia dla Wojtka Staronia i Natalii Czeczott – najlepsze kostiumy. W filmie zobaczymy również Wiktora Zborowskiego, który wcielił się w rolę Karlisa Janovicsa.

Bohaterem filmu Pakalniny jest dziesięcioletni Janis (Antons Grauds), który żyje w kołchozie o nazwie Świt na terenie dzisiejszej Łotwy. Jego ojciec (Vilis Daudzins) jest wrogiem kołchozu (i systemu sowieckiego) i zamierza spalić siedzibę dyrekcji. Mały Janis zdradza i wydaje swego ojca milicji, za co ojciec mści się zabijając chłopca.

Świt powstał w oparciu o scenariusz Siergieja Eisensteina. Jest swoistą symfonią wizualną, w której obraz i montaż pełnią role ważniejsze niż informacja i dialog. Sam film natomiast opowiada o nieodległych czasach, kiedy to ówczesne realia zmuszały do dokonywania tragicznych wyborów w imię totalitarnych ideałów. Fabuła jest oparta na sowieckiej historii propagandowej o młodym pionierze Pawliku Morozowie, który zadenuncjował swego ojca tajnej milicji i w odwecie został zamordowany przez swoją rodzinę. Jego życie miało być inspiracją dla wszystkich „prawych” obywateli Związku Radzieckiego.

To tyle na dzisiaj, recenzja filmu tygodnia już wkrótce, do zobaczenie w następnym odcinku, a jutro... idziemy do kina.

Szczegółowe informacje na temat aktualnego repertuaru znajdziecie na stronach internetowych sądeckich kin. Natomiast więcej filmów oczywiście na www.synekdochanowysacz.blogspot.com, www.facebook.com/StowarzyszenieDlaMiasta i www.sadeczanin.info.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz