Search This Blog

Polecany post

Jigsaw

It ain't over 'til it's over, czyli „Piła: Dziedzictwo” braci Spierig.

Comoara

Było... nie minęło, czyli „Skarb” Corneliu Porumboiu.

opis filmu: Mężczyzna wraz ze swoim sąsiadem poszukuje skarbu ukrytego na posesji jego dziadków.

Skarb (2015), reż. Corneliu Porumboiu


recenzja: Ewoluująca i mocno akcentowana w filmach Corneliu Porumboiu organizacja procesu badawczego od zawsze stanowiła główny motor napędowy jego twórczości – w 12:08 na wschód od Bukaresztu (A fost sau n-a fost?, 2006), filmie biorącym pod lupę i fakty, i mity mieszające się niczym bigos w garncu pamięci zbiorowej nowego, post-komunistycznego społeczeństwa Rumunii; dalej – Policjant, przymiotnik (Politist, adjectiv, 2009) jako starcie sumień zatopione w szkle kryminału, w którym język stanowił o narzędziu opresji. W swoim najnowszym filmie – Skarb (Comoara, 2015) – reżyser zeruje liczniki i, odcinając się niejako od historii współczesnej swojego kraju, ewidentnie już zmęczony przepracowywaniem (post)komunistycznych traum, postanawia – dosłownie! – dokopać się do historii, skarbu ukrytego na posesji pradziada Adriana Negoescu (Adrian Purcarescu), sąsiada głównego bohatera filmu – Costi'ego (Toma Cuzin).      

Różnicowane pod wieloma względami (i w wielu filmowych przypadkach), zazwyczaj wykluczające się pojęcia chciwości i szczęścia u Porumboiu stanowią impuls do poszukiwania ukrytego, w mniejszym stopniu z pobudek romantycznych, co tych ekonomicznych. Główni bohaterowie próbują przetrwać we współczesnej, rażonej recesją Rumunii, i kiedy Adrian wysuwa propozycję wspólnego poszukiwania tytułowego skarbu, schemat tyczący się późniejszego go wydobycia zaczyna żyć własnym życiem, balansuje na granicy mitu i rzeczywistości, subtelnie komplementowany kolejno przewracanymi stronami książki o przygodach Robin Hooda, którą Costi czyta swojemu synowi do poduszki. Kiedy dwójka „poszukiwaczy skarbów” postanawia nająć tego trzeciego, pracownika wypożyczalni wykrywaczy metali Cornela (Corneliu Cozmei), aby ten sprawdził dla nich teren, film zaczyna delikatnie skręcać w rejony slapstickowej komedyjki o trzech gostkach, którzy utknęli na „ściernisku skarbów”, nie bez mimowolnych wtrętów, satyrycznych szturchnięć wymierzonych w rumuńską biurokrację.

Corneliu Porumboiu to twórca bardzo świadomy i, co istotne, samoświadomy, zdroworozsądkowo podchodzący do zarówno moralnych, jak i estetycznych implikacji mącących powierzchnię każdej sceny, każdego ruchu kamery, którego jest reżyserem. Jego film składa się z ciągłych powtórzeń, w szczególności scen ze wspomnianym wykrywaczem metali penetrującym powierzchnię ogrodu ze specyficznym (lynchowskim wręcz) zabiegiem dźwiękowym, stanowiącym zarówno ekspozycyjną, jak i znaczeniową dominantę Skarbu. Przestrzeń diegetyczna scen poszukiwań, wypełniona całą gamą sprzężeń, pisków i szumów, które emituje maszyna, stanowi metaforę usilnego poszukiwania przez reżysera znaczeń jako synteza procesu badawczego i klasycznej narracji. 

Corneliu Porumboiu to twórca zafiksowany na punkcie historii współczesnej swojego kraju. Swoim filmem udowadnia, że zadaniem reżysera-historyka jest cierpliwe i metodyczne „dokopywanie” się do istoty rzeczy, podejmowanie niejednokrotnie karkołomnych prób „odrywania” artefaktów przeszłości od grubej warstwy kurzu i patyny po to, by zbadać i ocalić od zapomnienia – dla siebie, dla innych, dla satysfakcji. I choć na wskroś ironiczny i baśniowy finał Skarbu (choć jak najbardziej formalny), jaki funduje widzowi reżyser jednych zaskoczy (pozytywnie), innych zirytuje banalnością, nie zmienia to faktu, że Corneliu Porumboiu nadal pozostaje jednym z kluczowych twórców rumuńskiej nowej fali, i miło widzieć go znowu – w wyśmienitej formie.


b a r d z o  d o b r y

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz