Search This Blog

Polecany post

Les beaux jours d'Aranjuez

Trafiając w próżnię, czyli „Piękne dni” Wima Wendersa.

Silence

Uniwersalizacja Boga, czyli „Milczenie” Martina Scorsese.

opis filmu: XVII wiek. Do ogarniętej prześladowaniami i przemocą Japonii przybywają dwaj jezuiccy księża, którzy chcą odnaleźć dawnego mentora oraz głosić Słowo Boże.

Milczenie (2016), reż. Martin Scorsese


recenzja: Wola Boża i jej brak leżą u podstaw Milczenia (Silence, 2016), wchodzącego na ekrany polskich kin najnowszego filmu Martina Scorsese. Inspirowana autentycznymi wydarzeniami i zrealizowana z niezwykłym rozmachem ekranizacja słynnej powieści Shūsaku Endō to kontemplacyjna i do bólu introspektywna opowieść naznaczona żarliwymi wzlotami i upadkami; wiarą i jej nieodłącznym atrybutem – cierpieniem, wizjerem, przez który – w zniekształceniu i rozmyciu, ale jednak – można dostrzec czyste piękno sprowadzone do wspólnego mianownika, któremu na imię Zbawienie.

Milczenie, po Ostatnim kuszeniu Chrystusa (The Last Temptation of Christ, 1988) i Kundunie – życiu Dalaj Lamy (Kundun, 1997), stanowi swoiste domknięcie tryptyku wiary, którego akcję reżyser osadza w Japonii pierwszej połowy XVII wieku. Dwóch młodych jezuitów – ojcowie Rodrigues (Andrew Garfield) i Garupe (Adam Driver), nie dając wiary w rzekome wyparcie się wiary chrześcijańskiej przez ich mentora – ojca Ferreirę (Liam Neeson), postanawiają potajemnie przedostać się do ogarniętej amokiem prześladowań Japonii, by skonfrontować ze stanem faktycznym docierające do zakonu plotki. U Scorsese świat przedstawiony to istne piekło na ziemi, w którym mocnym echem rozbrzmiewają motywy z Czasu Apokalipsy (Apocalypse Now, 1979), a może bardziej kanwy, na której powstał scenariusz filmu Francisa Forda Coppoli – Jądra ciemności Josepha Conrada. Spalenia żywcem, utopienia, polewania wrzącą wodą czy tortur „anazuri” można było rzecz jasna uniknąć. Wystarczyło (dla jednych jedynie, dla drugich – aż), jako akt wyparcia się wyznawanej wiary, podeptać wizerunek Chrystusa. Jednak celem feudalnych możnowładców nie było pozbycie się z obszaru Nagasaki „pospolitych heretyków”, ale osób, które do ich apostazji się przyczyniły. Jak? Dając wyznawcom sprzecznej z obowiązującą w Japonii doktryną przykład niewiary ze strony swoich kapłanów.       

Film Scorsese stawia pytanie, czy można jednocześnie mieć ciastko i zjeść ciastko; z jednej strony wyrzec się publicznie wiary w Boga, z drugiej – zachować ją swoim sercu. W oku reżysera feudalna Japonia postrzegana jest jako bagno, w którym chrześcijaństwo nie ma prawa się ukorzenić. I choć jedno wyznanie nie może odbywać się kosztem drugiego, to mogą odrębnie orbitować wokół wspólnego, uniwersalnego celu, któremu na imię Dobro. Przemoc, której dopuszczają się Japończycy na innowiercach jest w pewnym sensie usprawiedliwiona, nie bulwersuje, stanowi z ich punktu widzenia swoisty kontrapunkt względem „religijnej kolonizacji”, której dopuszcza się chrześcijański Zachód. I pomimo pozornego status quo finalnie Scorsese skłania się jednak odrobinę bardziej w stronę chrześcijaństwa, zachowując jednocześnie przytomność umysłu wobec nauki i filozofii, religii i cywilizacji Dalekiego Wschodu.        

Martin Scorsese stworzył film polifoniczny, celujący w sedno filozofii, myśli i religijnej ikonografii Wschodu i Zachodu, stawiający trudne, ale ważne pytania w kontekście tego, jak – paradoksalnie – zrozumieć wiarę. I jeżeli tylko uda nam się otworzyć na zawarte w Milczeniu przesłanie, znajdziemy odwagę i klucz do tego, by wejść w sandały głównych bohaterów, to doświadczymy filmu przesiąkniętego pasją i spokojem – jako karkołomnej próby zuniwersalizowania prawdy o Bogu.


d o b r y

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz