Search This Blog

Polecany post

Les beaux jours d'Aranjuez

Trafiając w próżnię, czyli „Piękne dni” Wima Wendersa.

3 coeurs

30 ucisków i 2 wdechy, czyli „3 serca” Benoîta Jacquota.

zarys fabuły: Pewnej nocy w małym francuskim miasteczku, Marc spóźnia się na pociąg do Paryża. Czekając na stacji, poznaje Sylvie. Po nocy spędzonej na spacerze i długich rozmowach o życiu, Marc zaprasza ją do Paryża. Pech sprawia, że sam nie może się zjawić na spotkaniu. Postanawia odnaleźć Sylvie, ale w międzyczasie poznaje Sophie, nie mając pojęcia, że znalazł... jej siostrę.

„3 serca” (2014), reż. Benoît Jacquot
mini-recenzja: „3 serca” Benoîta Jacquota to jedna z najgorszych rzeczy, jakie widziałem – i to nie tylko w kinie. Jedynym usprawiedliwieniem dla tej jakże miałkiej opowieści o miłości i pożądaniu w cieniu francuskiej prowincji może być fakt, że reżyserowi udało się zgromadzić na planie naprawdę ciekawą obsadę. I choć Catherine Deneuve, Chiara Mastroianni i Charlotte Gainsbourg dosłownie stają na rzęsach, aby tchnąć co nieco życia w tą jakże przydługą, ohydnie melodramatyczną i histerycznie poprowadzoną przypowieść o kaprysach losu; próbują reanimować tytułowe „3 serca”, fundując im nad wyraz zręczny masaż, to wszystko jak krew w piach. Szkoda obsady, która robi, co może, aby przykryć mankamenty skrajnie przyciężkawego scenariusza autorstwa Jacquot/Boivent, który zapewne w zamyśle ich twórców miał przybrać formę osobliwego thrillera, w rzeczywistość zaprezentował się jako jałowa emocjonalnie, pozbawiona jakiejkolwiek dozy napięcia pożywka dla amatorów oper mydlanych. W swoich „3 sercach” reżyser traktuje miłość jako jedno wielkie nieszczęście, a raczej splot nieszczęśliwych zdarzeń jako apoteoza wszystkich utraconych życiowych możliwości. Film Jacquota to kopia kopii powielona po wielokroć, gdzie komunał komunałem pogania, a stereotypy wiodą prym. Począwszy od „Pani Bovary” Gustawa Flauberta ménage à trois stanowiło osobliwe źródło fascynacji dla wszystkich francuskich artystów i siłę napędową ich twórczości. Obsesyjne wręcz pożądanie (i wynikający z tego dramat rodziny), wydawałoby się fabularny samograj, u Jacquota nie znajduje swojego rytmu, co dobija się na braku dynamiki, staje się przez to błahe i trywialne. Bohaterowie filmu Jacquota to postaci jakby żywcem wyjęte z taniego romansidła – zupełnie „papierowi”; jak nie raczą się różnymi smakowitymi wiktuałami, to wypalą faję za fają i toczą rozmowy o niczym… Wszystko jest tak francuskie i pretensjonalne, jak tylko pretensjonalny może być francuski. „3 serca” to film wyjęty z czapy, jakby z innej epoki podejścia do tworzenia filmu, gotujący się wolnym ogniu uczucia, bez wrzenia ani miłosnego bulgotu. Bohaterom skonstruowanym przez duet Jacquot/Boivent bliżej do „suchego” archetypu człowieka wyjętego z jakiejś zakurzonej antologii o prapoczątku istnienia ziemskiego niż prawdziwych postaci z krwi i kości. Naprawdę ciężko przychodzi mi recenzować, a raczej wypowiadać się na temat najnowszego filmu twórcy nagrodzonego trzema Cezarami „Żegnaj, królowo” (2012). „3 serca” mają niewiele do zaoferowania widzowi; film jest emocjonalnie chłodny, napięcie zawieszone i podtrzymywane w sposób nieznośny, w sposób, który nie znajduje satysfakcjonującego finału. Monotonia, monotonia, ani wizja, ani fonia.

ocena: 3/10 (słaby)

1 komentarz:

  1. Kino francuskie to moja pięta achillesowa. Nie lubię go właśnie za ową pretensjonalność i typowe francuskie nadęcie. Są oczywiście wyjątki, ale nieliczne.

    OdpowiedzUsuń