Search This Blog

Polecany post

Jigsaw

It ain't over 'til it's over, czyli „Piła: Dziedzictwo” braci Spierig.

Dunkirk

Czas ucieka, czyli „Dunkierka” Christophera Nolana.

opis filmu: Alianccy żołnierze z Belgii, Wielkiej Brytanii, Kanady oraz Francji zostają otoczeni przez niemiecką armię i ewakuowani podczas najbardziej zaciekłej bitwy II Wojny Światowej.

Dunkierka (2017), reż. Christopher Nolan


recenzja: Czerwiec 1940. Operacja Dynamo. 400 000 alianckich żołnierzy przygotowuje się do ewakuacji z plaż Dunkierki. Szeregowcy Alex (Harry Styles), Tommy (Fionn Whitehead) i Gibson (Aneurin Barnard), którym oko kamery Hoyte Van Hoytemy poświęca najwięcej czasu ekranowego, trwają w oczekiwaniu na pomoc. Dwójka polotów RAF-u – Farrier (Tom Hardy) i Collins (Jack Lowden), w pełnej gotowości bojowej. Jest i szyper Dawson (Mark Rylance) i dwójka młokosów, którzy z determinacją godną sprawy ruszają na ratunek braciom w broni. Żołnierze nie mogą wrócić do domu, to dom upomni się o swoich synów...  

Otwierająca scena najnowszego filmu twórcy pamiętnego Memento (2000) nie pozostawia złudzeń co do grozy sytuacji, przed którą stanęła mundurowa masa – główny bohater Dunkierki (Dunkirk, 2017). „Otaczamy was” – wieszczą zrzucane z samolotów ulotki propagandowe. W tym samym momencie pada pierwszy strzał. Mamy jeden tydzień – mamy jeden dzień, a Hans Zimmer, etatowiec Christophera Nolan, swoimi sonorystycznymi partyturami zaczyna wsteczne odliczanie. Oto ścieżka dźwiękowa godna największych: ascetyczna, przestrzenna i bezkresna, z zapętlającymi się motywami będącymi w nieustannym toku, trafiająca w punkt tego, co materializuje się przed naszymi oczami. Czas ucieka – wieczność czeka.

Z każdym kolejnym filmem Hoyte Van Hoytema skutecznie przekonuje nas o tym, że wielkim operatorem jest. Jednak to, co wyczynia u Nolana przechodzi najśmielsze oczekiwania. Osoba odpowiedzialna za stronę wizualno-techniczną takich pozycji jak: Spectre (2015) Sama Mendesa, Szpieg (Tinker Tailor Soldier Spy, 2011) Tomasa Alfredsona czy Fighter (The Fighter, 2010) Davida O. Russella, w Dunkierce wrzuca piąty bieg i wchodzi na jeszcze wyższy poziom swojego kunsztu operatorskiego. Hoytema z jednej strony „wbija” widza w klaustrofobiczne kadry kokpitów, podpokładów, wszędobylskiego ścisku, chaosu, tego namacalnego, jak i tego kłębiącego się w głowach bezkształtnego żołnierskiego mrowia, które zrzuciłyby z fotela nawet gdyby podane z perspektywy szkiełka mikroskopowego. Z drugiej flanki roztacza przed widzem złowrogie, ale jakże majestatyczne pochody panoram, które najpełniej sprawdzałyby się w IMAXie. Jednak w przeciwieństwie do chociażby Szeregowca Ryana (Saving Private Ryan, 1998, S. Spielberg) i słynnej sceny masakry na Omaha Beach czy Mela Gibsona i jego Przełęczy ocalonych (Hacksaw Ridge, 2016), Nolana nie interesuje taka forma ekspozycji. Plany totalne służą mu jedynie po to, by zintensyfikować napięcie, podgrzać atmosferę niepewności i nieprzewidywalności względem tego, co będzie lub być może.

Drugi akt bez żadnego ostrzeżenia zrywa z linearnością fabularną, co skutecznie przyspiesza i dynamizuje całą konstrukcję filmu. Budowaniu napięcia sprzyja dodatkowo wirująca kamera, bezlitośnie rzutująca na uczucie dezorientacji, chaosu i paniki. Co się tyczy pozostałych Nolanowskich tricków, zabiegów i wybiegów, wszystko jest obecne i na swoim miejscu. Ale jak nigdy dotąd trzymane na tak krótkiej smyczy jak, właśnie! – w Dunkierce. Autorska tendencja, by umieścić swoich widzów w centrum wydarzeń, a z bohatera stworzyć zwrot akcji, niejako ustawić go na linii ognia i ogólniej – podkreślenia problemu, o którym film traktuje, u nowego Nolana nie razi, lecz wzbogaca. Szczególnie w scenie, kiedy Dawson tłumaczy straumatyzowanemu żołnierzowi (Cillian Murphy), dlaczego nie mogą zawrócić. Wojna wymaga poświęceń, a cel uświęca środki...

Nolanowi zawsze było bliżej do rzemieślnika niż artysty, dla którego celem nadrzędnym było stworzenie drobiazgowego, dopracowanego w najdrobniejszym szczególe, bombastycznego, ale jednak – kina rozrywkowego. Śledząc jego poczynania począwszy od pełnometrażowego Śledząc (Following) z 1998 roku, reżyser właściwie nigdy nie zawiódł. Bez względu na to, czy sięgniemy po rasowy „mind-fuck movie”, jak we wspomnianym Memento, epicką w rozmachu trylogię o Batmanie, czy pomysłowy sci-fi w Incepcji (Inception, 2010) i Interstellar (2014).

Trylogia o Mrocznym Rycerzu dekonstruowała mity. Incepcja sprawdzała się jako surrealistyczny blockbuster z pogranicza snu i jawy, a Interstellar godził w majestat 2001: Odysei kosmicznej (2001: A Space Odyssey, 1968) Stanleya Kubricka. I dobrze, tylko co z tego... Dunkierka jest pierwszą pozycją w filmografii Nolana, w której reżyserski kunszt wreszcie doścignął sztukę. Dobra zmiana. 


r e w e l a c ja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz