Search This Blog

Polecany post

Les beaux jours d'Aranjuez

Trafiając w próżnię, czyli „Piękne dni” Wima Wendersa.

NOWE KINO – NOWY SACZ 2016: Sztuka wyboru

Konkurs główny, a w nim 18 filmów krótkometrażowych, które walczyć będą o nagrodę główną Festiwalu – Złotego Sędziwoja, do tego projekcje filmów pozakonkursowych i spotkania z twórcami. Całość festiwalu zwieńczą koncert muzyki filmowej w wykonaniu Sądeckiej Orkiestry Kameralnej pod dyrekcją Leszka Mieczkowskiego, z gościnnym udziałem Hadriana Filipa Tabęckiego, oraz projekcja zwycięskiego filmu.

Bartosz Szarek relacjonuje na gorąco pierwszy dzień 1. Festiwalu Filmowego Nowe Kino – Nowy Sącz, ze szczególnym naciskiem na konkurs główny. W pierwszym bloku filmowym znalazły się takie pozycje jak: Głód Grzegorza Paprzyckiego, Lila Dominiki Łapki, Honor Mateusza Żeglińskiego, Jak przyrządzić karpia Jana Bujnowskiego i Evviva l'arte! Pawła Cichońskiego – krótkometrażówki, które w tym roku powalczą o najwyższe laury nowosądeckiego festiwalu.

Lila (2015), reż. Dominika Łapka

relacja: Jeszcze przed 21:00 w Miejskim Ośrodku Kultury rozpoczęły się pierwsze projekcje filmów konkursowych, zakwalifikowanych do finału 1. Festiwalu Filmowego Nowe Kino – Nowy Sącz. Publiczność festiwalowa obejrzała krótkometrażówki, których zwiastunem stały się trzy pozycje pozakonkursowe: Dzień babci (2015, M. Sakowski), Lokatorki (2015, K. Kochańska) i Fast Food (2015, E. Lenartowicz). Wydawać się mogło, że zawieszone między jawą a snem, między brudnym realizmem, wyjętym żywcem spod pióra pioniera literatury marginesu społecznego Charlesa Bukowskiego, a oniryzmem Lecha Majewskiego filmy, nadadzą ton pozostałym metrażom, które pojawiać się będą w pierwszym bloku filmów konkursowych. Niezupełnie. To, co działo się w kadrach i pomiędzy nimi silnie kontrastowało z warstwą dialogową i niediegetycznym przedstawieniem świata filmowego. Adam Aston z polską wersją piosenki Cheek to Cheek Irvinga Berlina z Panów w cylindrach (Top Hat, 1935, M. Sandrich) czy Podaruj mi trochę słońca zespołu Bemibek w połączeniu z zawoalowanym humorem sytuacyjnym, ale i tym celującym mocnym sierpowym prosto w szczękę, stanowiły „zdrową” przeciwwagę dla opowiedzenia niejednoznacznych historii naznaczonych przez los bohaterów.

Głód (2016, G. Paprzycki), pierwsza pozycja bloku filmów konkursowych, oglądany jako thriller psychologiczny i nieformalna kontynuacja filmu Lenartowicza zarazem, sprawdza się wprost fenomenalnie. Grzegorz Paprzycki, budując świat przedstawiony, stawia swojego bohatera przed wyborem, którego on sam do końca nie rozumie a którego konsekwencje pochłoną go bez reszty. U Paprzyckiego nic nie jest takie proste, jak się wydaje i nie jest tym, czym się wydaje; to świat przewartościowania wszelkich wartości, w którym jawa z biegiem czasu, powoli i nienachalnie, przepoczwarza się w senny majak.

Lila (2015) w reżyserii Dominiki Łapki to mój osobisty faworyt pierwszego dnia festiwalowych zmagań. Wspaniała plastyka obrazu, syntetyczna forma, oszczędne dialogi kontrastujące z pulsującą pod powierzchnią emocjonalnością bohaterów, sprawiają, że historia zyskuje wymiar z jednej strony bardzo osobisty, z drugiej pozbawiony sensu, wręcz absurdalny, kiedy obserwowany z perspektywy osoby dorosłej. U Łapki poczucie odrzucenia i zazdrość zostały przefiltrowane przez wyobrażenia dziecka na ich temat – piękne i przerażające zarazem.

Honor (2015, M. Żegliński) i Jak przyrządzić karpia (2016, J. Bujnowski) na tle pierwszych dwóch pozycji konkursowych, jak i tych pozakonkursowych, wypadły stosunkowo blado. W szczególności stereotypowy i do bólu jednowymiarowy film Żeglińskiego portretujący jeden dzień z życia fanatycznego narodowca. Reżyser, koncentrując swoją uwagę na schematach myślowych, próbuje ulepić postać nacjonalisty-bohatera ratującego roczne dziecko z rąk homoseksualnych „złoczyńców”. Temat może i ciekawy, jednak u Żeglińskiego zdecydowanie nie wytrzymuje próby filmowej etiudy.

Z kolei Jak przyrządzić karpia przywodzi na myśl film Kuby Czekaja Ciemnego pokoju nie trzeba się bać (2009), z tą różnicą, że głównym bohaterem jest chłopiec, zbliżająca się akademia z okazji dnia taty zostaje zastąpiona Świętami Bożego Narodzenia, a postać ojca – karpiem dożywającym swoich dni w emaliowanej wannie. Gdyby nie debiutujący na ekranie pięcioletni Ignacy Milczarek i ciekawe zdjęcia Jana Groblińskiego (imitujące perspektywę widzenia świata przez tytułowego karpia zrealizowane za pomocą deformującego obraz tondoskopu), film Jana Bujnowskiego uznałbym za kompletną stratę czasu.

Natomiast Evviva l'arte! (2016, P. Cichoński), etiuda zamykająca pierwszy blok konkursowy, jak i pierwszy dzień festiwalu, z jednej strony sprawdza się jako satyra na rzeczywistość wypaczoną przez ukierunkowane dążenia artystyczne, z drugiej opisuje to, w jaki sposób kierunkowość działań może doprowadzić do ich rozkładu, czego wypadkową, zupełnie nieświadomie i wbrew pierwotnym założeniom – staje się arcydzieło. Ciekawe i skłaniające do zastanowienia się nad kondycją współczesnej sztuki i tego, że nie zawsze koncept, a często zupełny przypadek w decydujący sposób wpływają na finalny sukces twórczości danego artysty. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz