Search This Blog

Polecany post

Les beaux jours d'Aranjuez

Trafiając w próżnię, czyli „Piękne dni” Wima Wendersa.

Ostatnia rodzina

Z kamerą wśród Beksińskich, czyli „Ostatnia rodzina” Jana P. Matuszyńskiego.

opis fabuły: Gdy Zdzisław podpisuje umowę z mieszkającym we Francji marszandem Piotrem Dmochowskim, a Tomek rozpoczyna pracę w Polskim Radiu, wydaje się, że rodzina najgorsze kłopoty ma już za sobą. Jednak seria dziwnych, naznaczonych fatum wydarzeń, dopiero nadejdzie…

Ostatnia rodzina (2016), reż. Jan P. Matuszyński


recenzja: Przykre, że za życia Zdzisława Beksińskiego pod strzechy stosunkowo wąskiego grona odbiorców poza granicami naszego kraju zdążyła dotrzeć jego twórczość. Podwójnie smutne, że w granicach naszego kraju stosunkowo niewiele osób wie o istnieniu Jana P. Matuszyńskiego, reżysera wchodzącej na ekrany kin Ostatniej rodziny (2016). Krzepiące natomiast jest to, że polskiej kinematografii udało się po raz kolejny w obowiązującej dekadzie, odpowiednio po W ciemności (2011) Agnieszki Holland i Bogowie (2014) Łukasza Palkowskiego, wyhodować przepiękną odmianę perły, której blask z jednej strony świadczy o ponadprzeciętnym talencie reżyserskim, z drugiej ma spore szanse na to, by życio-twórczość Beksińskiego „doświetlić” i należycie „wyeksportować”.

Jan P. Matuszyński daje radę, na niemal każdym kroku naginając prawidła typowego podejścia do reżyserowania biopiców. Osoby oczekujące po Ostatniej rodzinie klasycznej biografii „od kołyski aż po grób”, eksperymentalnej fantazji w na wzór Beat Generation, Molocha i poezji, jak w przypadku Skowytu (Howl, 2010) duetu Epstein-Friedman, czy filmowej egzemplifikacji dokonań twórczych, mogą poczuć się rozczarowani. Ostatnia rodzina to wprawka z voyeuryzmu rodzinnego godna twórczości Marka Koterskiego – Dom wariatów (1984), Życie wewnętrzne (1986), Dzień świra (2002) i Wszyscy jesteśmy Chrystusami (2006) w jednym. Reżyser bierze na celownik neurozy, dziwactwa i fobie Tomasza (Dawid Ogrodnik), Zdzisława (Andrzej Seweryn), podlewając całość nadludzkim oddaniem jego żony Zofii (Aleksandra Konieczna), której poświęcenie i szlachetność można mierzyć tą samą miarą, co namiętność ojca do katastroficznego surrealizmu i fetyszyzacji chleba-powszedniego-daj-nam-dzisiaj czy syna względem szaleńczego (po)pędu ku śmierci. To miara miłości, która w u Beksińskich stanowiła miłość bez miary.

Scenariusz autorstwa Roberta Bolesty wygrywa tym, że nie poświęca wnikliwej uwagi ani sztuce Zdzisława, ani profesjom Tomka, którym podporządkowane są pozostałe osoby dramatu, zupełnie przeźroczyste, prześlizgujące się między kadrami niczym duchy. Centralnym punktem filmu są ściany i ludzie, trudne relacje, bo naznaczone szaleństwem i bezsilnością, i rozmowy wyznaczające rytm kręconych masterszotem ujęć. Ostatnia rodzina to swoiste reality show z rodziną Beksińskich w roli głównej, gdzie na pierwszy plan wybija się postać niedopieszczonego patriarchy Beksińskiego, oazy spokoju i dobrych manier, i nieprzewidywalnego, wiecznie rozedrganego Tomka, targanego demonami nie do przezwyciężenia; z jednej strony rozpaczliwie dobijającego się do drzwi zrozumienia i niezależności w oczach ogółu, z drugiej niemogącego zerwać się z nieistniejącej smyczy autorytetu ojca i wzgardy względem matki.

W jednej ze scen filmu Matuszyńskiego Zdzisław przyrównuje życie ludzkie do łódki zmierzającej w stronę wodospadu, w której znajdują się kaktus i wygodny fotel. Główny bohater tłumaczy, że pomimo beznadziei płynącej z zaistniałej sytuacji, zdecydowanie lepiej jest rozsiąść się wygodnie w fotelu czekając na nieuniknione, niż „nadprogramowo” wzmacniać weltschmerz igłami w tyłku. To wokół „fotela” ojca i „kaktusa” syna orbituje chłodne oko kamery Kacpra Fertacza. Paradoksalnie jedynym „ciałem stałym” wydaje się być postać Zofii, bez której rodzina nie może funkcjonować a która w przeciwieństwie do męża, dostojnie pozującego, jak nie en face, to de profil, rzadko kiedy zostaje uhonorowana przez operatora zbliżeniem. Z wyjątkiem, o ironio, sceny śmierci, która stanowi „wsteczne odliczanie” upadku rodziny Beksińskich. Bufor bezpieczeństwa przestaje istnieć, hamulce puszczają, zostało jedynie czekanie na coś, co wydaje się nieuchronne i ostateczne i jest tylko kwestią czasu.

Ostatnia rodzina to miks masterszotów i archiwaliów podanych w mockumentalnej formie; do tego wyjątkowa praca kamery, nieprzeciętne aktorstwo i przywiązanie do detalu oraz maksymalizm postaci, lokacji i czasów. No i oczywiście historia, która tak jak i niesie, tak i uwiera.

Są szczęśliwe rodziny – wszystkie do siebie podobne. Są i te nieszczęśliwe – nieszczęśliwe na swój własny sposób. Ale są i te ostatnie, które gaszą światło. Matuszyński przedstawił rodzinę końcową, bo wieńczącą dzieło. Tu leżą Beksińscy – pocałujcie ich wszystkich w dupę. Skończyłem.


r e w e l a c j a

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz