Search This Blog

Polecany post

Una mujer fantástica

A Natural Woman, czyli „Fantastyczna kobieta” Sebastiána Lelio [ZWIASTUN]

Neon Demon

Diament w morzu szkła, czyli „Neon Demon” Nicolasa Windinga Refna.

opis filmu: Jesse przyjeżdża do Los Angeles, aby rozpocząć karierę modelki. Wkrótce spotyka grupę kobiet owładniętych obsesją cielesnego piękna, które zaczynają żerować na jej młodości i witalności.

Neon Demon (2016), reż. Nicolas Winding Refn


recenzja: Neon Demon (The Neon Demon, 2016) to pierwsza pozycja w filmografii Nicolasa Windinga Refna, w której reżyser wysuwa kobietę na plan pierwszy, rezygnując zarazem z typowej dla swojej twórczości maskulinistycznej wizji świata i śmiercionośnego kultu macho. Choć mimo naruszenia standardów, wydawałoby się niezbywalnych, do których przyzwyczaiło nas kino Refna, sam film nadal wpisuje się w nurt kina transgresyjnego, patrz: Tylko Bóg wybacza (Only God Forgives, 2013), Drive (2011) czy Valhalla: Mroczny wojownik (Valhalla Rising, 2009), a całość to swoiste, ocierające się o eksperyment formalny, przeciąganie liny między Erosem a Tanatosem – zamknięty w próżni piękna życia, upływu czasu i śmierci test niewarunkujący niczego.

Mimo obecności dwóch scenarzystek, a bardziej współtwórczyń scenariusza, mowa tutaj o Polly Stenham i Mary Laws, Neon Demon jest jednym z bardziej mizoginistycznych filmów, jakie widziałem na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat. Świat przedstawiony to błądzenie między jawą a snem, gdzie pierwszy plan staje się tłem, a halucynacyjne widy, których nie powstydziłby się sam William S. Burroughs, gdyby przyszło mu nadpisać swój Nagi Lunch, stanowią sztandar filmu. Refn opiera swoją strategię na kontraście, zderzając horror zakulisowych dramatów przemysłu modowego i krwiożerczości (nawet dosłownie!) z wymuskanym pięknem wybiegów, sesji fotograficznych i strojeniem posągowych min. Fosforyzująca łuna unosząca się nad brudem Miasta Aniołów zderzona zostaje u Refna z rozproszonym światłem otulającym przymglone kadry wnętrz – nierzeczywiste, ale nie odrealnione; zniewalającymi istotami w manifestacyjnych strojach przechadzającymi się na tle nieskazitelnie białych ścian, ze scenografią, zupełnie umowną, oraz dźwiękiem – pulsującymi drone'owymi partyturami stałego współpracownika reżysera – Cliffa Martineza. Refn roztacza nad widzem gwiezdny pył, by ten mógł bez większego skrępowania umościć się wygodnie w objęciach Morfeusza, które z czasem przeradzają się w uwierający uścisk. Neon Demon to sen we śnie wyrojony przez umysł kogoś na wzór współczesnego Dorian Graya, z uporem maniaka dopytującego się o istotę piękna i w co może się przerodzić, kiedy wystawiona na „sklepową ekspozycję”.

Neon Demon jako satyra sprawdza się słabo, jako komentarz – zdecydowanie lepiej. Refn bierze na warsztat i-tak-już-przejaskrawiony świat mody, by podkręcić go do granic możliwości, balansując na granicy karykatury, dobrego smaku i kiczu. Z drugiej strony, czy można wyśnić sobie lepsze środowisko niż świat mody, by eksplorować ciemne zakamarki piękna? Filmy Refna nie byłyby tym, czym są, gdyby nie demonstracja siły – głównie estetycznej, oraz talent w kreowaniu klimatu, eksponowania wszystkich swoich głęboko skrywanych fetyszy, by następnie poddać je typowej dla siebie obróbce i stworzyć współczesny rodzaj „bajki dla dorosłych”.

Refn stawia ryzykowną tezę, iż w zestawieniu piękna z przecież-liczy-się-wnętrze to drugie musi polec. Ludzie wierzą w to, co widzą, a główna bohaterka Jesse (Elle Fanning) sama stwierdza, że to nie ona chce aspirować do całej bandy bulimicznych modelek. To cała reszta chce być taka jak ona, w której dostrzegają diament w morzu szkła, ideał kobiety skrywany pod maską pozorów, ale istniejący w kobiecej nieświadomości. Bo przecież wszystko, co odstaje od normy, to skarb i przekleństwo zarazem, i musi zostać z marszu puszczone mimo uszu, sprowadzone do parteru, w ostateczności starte w pył. Przytaczając jedną z kwestii wypowiedzianą przez pewnego renomowanego projektanta mody, niejakiego Sarno (Alessandro Nivola): „Piękno to nie wszystko – piękno jest wszystkim”.


d o b r y

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz