Search This Blog

Polecany post

Les beaux jours d'Aranjuez

Trafiając w próżnię, czyli „Piękne dni” Wima Wendersa.

Room

T jak trauma, czyli „Pokój” Lenny'ego Abrahamsona.

opis filmu: Pięcioletni Jack od urodzenia mieszka z mamą w niewielkim pomieszczeniu, które nazywają Pokojem. Chłopiec nie zdaje sobie sprawy, że istnieje świat na zewnątrz.

„Pokój” (2015), reż. Lenny Abrahamson


recenzja: „Pokój” (2015) Lenny'ego Abrahamsona to rzadki przykład kina z jednej strony empatycznego, lecz uciekającego od emocjonalnego szantażu względem widza, z drugiej – zdystansowanego, choć zaangażowanego zarazem, który intryguje i skutecznie rozpala wyobraźnię. Reżyser stworzył film niezwykle szczery – wręcz terapeutyczny – pozbawiony jak-nie-ckliwej-to-depresyjnej poetyki i wyrachowanej żonglerki emocjami, ujmujący prostotą i bezpośredniością. Najnowszy film twórcy „Frank” (2014) to kawał solidnego kina poznawczego, bez pretensji do zbawiania filmowego świata; z puentą, której mógłby pozazdrościć mu niejeden reżyser.

Brie Larson wciela się w rolę Joy, matki pięcioletniego Jacka (Jacob Tremblay). Od sześciu lat przetrzymywani są w bliżej nieokreślonym pomieszczeniu, a kontakt z otoczeniem ogranicza się do małego świetlika zamontowanego nad ich głowami – w suficie tytułowego pokoju. Joy nie jest ani dobrą ani złą matką, ale jest matką i próbuje wychować syna na tyle, na ile ją stać, kamuflując szereg istotnych faktów. A Jack? Jack dorasta w przekonaniu, że nie istnieje żadna inna rzeczywistość poza tą zawartą w czterech ścianach swojego pokoju. Do czasu...

Abrahamson podzielił swój film na dwa diametralnie różne segmenty. Pierwsza godzina służy jedynie za fasadę stopniowo budowanego napięcia i powolnego odsłaniania kart. Wszelkie niedomówienia i przemilczenia nabierają kształtu i stosunkowo szybko wychodzą na jaw – wszystko to, co przyczyniło się, bądź przyczynić się mogło, do izolacji Joy (w konsekwencji także i Jacka), kto jest katem, a kto ofiarą i czy za szaleństwem zgotowanym im przez swojego oprawcę stoi jakakolwiek metoda. Wydarzenia późniejsze to wypadkowa całej gamy stawianych pytań i mnożonych odpowiedzi, i to właśnie ta część filmu (nieformalny drugi segment) jest pełniejsza i ogląda się zdecydowanie lepiej.

Nie od dziś wiadomo, że najlepszym przyjacielem chłopca jest jego matka, zapewniał nas o tym niejednokrotnie sam Norman Bates w „Psychozie” (1960) Hitchcocka. „Pokój” jest filmem traktującym w równym stopniu o przezwyciężaniu traum – tych fizycznych, psychicznych i emocjonalnych, co o szczególnym rodzaju więzi łączącej matkę z synem. Abrahamsona interesują nie tyle spustoszenia dokonane w umysłach swoich bohaterów, co ciąg dalszy – walka z samym sobą i o siebie – powrót do równowagi po opuszczeniu tytułowego pokoju. Pójść na przód, w ich przypadku, znaczy przetworzyć to, co przeżyli, wyciągnąć wnioski i określić swój przyszły los (choć na swój własny autonomiczny, wymuszony metryką i rozwojem emocjonalnym, sposób). Joy sprawia wrażenie osoby silnej i szalenie zdeterminowanej, która jest w stanie poświęcić wiele dla swojego dziecka; przelewa cały swój optymizm na syna, kosztem swojego własnego. Nadrzędnym imperatywem kierującym poczynaniami Joy jest zapewnienie Jackowi bezpieczeństwa, stanie na straży jego niewinności – wszelkimi dostępnymi środkami. Jej decyzje podyktowane są nierzadko strachem, podejmowane pod wpływem chwili, w przypływie emocji. I pomimo tego, że często nie starcza jej sił, ugina się pod ciężarem swoich powinności jako matki, a racjonalność działania może budzić poważne zastrzeżenia, nie można mieć wątpliwości, że kocha syna, i wszystko, co robi, robi z pobudek czysto sercowych.    

Oprócz oszczędnego w ekspresji aktorstwa i ciekawie „opakowanej” historii „Pokój” doskonale sprawdza się od strony wizualnej. Szczególne brawa należą się operatorowi – Danny'emu Cohenowi. Narzędzia, których używa, aby przybliżyć widzowi sposób postrzegania rzeczywistości z punktu widzenia pięciolatka budzi najwyższy podziw: rozedrgana kamera, często zmieniająca się ogniskowa, „łapanie” ostrości na jednym obiekcie, by po chwili zupełnie stracić nim zainteresowanie i skupić się na kolejnym. Kontrolowany chaos kamery reprezentujący ten mimowolny – rozgrywający się w głowie Jacka – to fenomenalne wprost ujęcie tematu związanego z przyswajaniem przez dziecko natłoku znaczeń i informacji – tu i teraz, naraz, już. Zarówno zdjęcia Cohena, jak i prowadzenie narracji przez Abrahamsona, posiadają styl, który naturalnie wkomponowuje się zarówno w samą historię, jak i liczne zmieniające się w niej okoliczności.

„Pokój” wypełniony jest momentami pięknymi, ale i momentami do bólu wstrząsającymi. Reżyser zabiera widza w miejsce szczególne, urzekające i mroczne zarazem, z którego – mimo wszystko – bije niewysłowione wprost ciepło; intymność, znajdująca odzwierciedlenie w ohydzie czasów minionych, jak i w okresie przejściowym, w którym nadal tkwią i jeszcze przez długi czas tkwić będą. Ten czas jest zarezerwowany wyłącznie dla nich, dwójki równie wrażliwych, co bezbronnych bohaterów próbujących stworzyć się na nowo – by żyć dalej i razem – w myśl, że człowiek może odczuwać szczęście jedynie wtedy, kiedy dzieli się nim z drugą osobą. 


d o b r y

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz