Search This Blog

Polecany post

Les beaux jours d'Aranjuez

Trafiając w próżnię, czyli „Piękne dni” Wima Wendersa.

El Clan

Porywający film, czyli „El Clan” Pabla Trapera.

opis filmu: Argentyna, początek lat 80. Za obrazem tradycyjnej rodziny z dzielnicy San Isidro, kryje się złowieszczy klan aranżujący porwania oraz dokonujący morderstw.

El Clan (2015), reż. Pablo Trapero


recenzja: Świat przedstawiony najnowszego filmu Pabla Trapera – El Clan (2015) – to świat przejściowy między chwiejącą się w posadach dyktaturą wojskową a ledwie kiełkującą demokracją – pokłosie przeprowadzonej przez generała Leopolda Galtieriego militarnej inwazji na Falkalandy-Malwiny w ramach operacji o niewinnie brzmiącej nazwie „Różaniec”. Operacja, jak również całość ofensywy rządzącej wówczas Argentyną junty wojskowej zakończyła się totalnym fiaskiem, a samego Galtieriego aresztowano, by w konsekwencji postawić przed sądem wojskowym. To właśnie Argentyna początku lat 80. w przededniu transformacji ustrojowej i politycznej zmiany warty stanowi tło El Clan – filmu, w którym reżyser bierze na celownik wydawałoby się zwyczajną rodzinę klasy średniej, by następnie poddać wyobrażenia na jej temat okrutnej dekonstrukcji.

Rodzina Puccio nie jest rodziną, ale tytułowym klanem, na którego czele stoi „padre” Arquimedes (Guillermo Francella), starszy pan o aparycji dr Hannibala Lectera z Milczenia owiec (The Silence of the Lambs, 1991) i przeszywającym spojrzeniu Jamesa Bulgera z Paktu z diabłem (Black Mass, 2015). Nie bez kozery przytaczam powyższe tytuły, bowiem El Clan to film stojący w rozkroku między apoteozą obłędu w oparach wątróbki z fasolką i zacnego Chianti zaprezentowaną przez Jonathana Demme'a a kastetem, kijem bejsbolowym vel obrzynem w łapie – narzędziami służącymi do jej weryfikacji przez tego drugiego – Scotta Coopera, à rebours; stawiający na dyscyplinę formalną i klimat, a nie ekranowy hard(g)ore rodem z kina Peckinpaha (z całym szacunkiem dla „Krwawego Sama”, pierwszego eksploatacyjnego moralisty X muzy). W filmie Trapera ojciec jest oprawcą, „naganiaczem” zaś jego najstarszy syn Alejandro (Peter Lanzani), gwiazda popularnej drużyny rugby CASI. To on „wystawia” tatuśkowi potencjalne ofiary i de facto stanowi pierwsze ogniwo w sprokurowanym przez niego obłąkańczym łańcuchu zbrodni. Pozostali członkowie rodziny: matka Epifania (Lili Popovich), siostry i najmłodszy brat Guillermo (Franco Masini), to osoby w mniejszym lub większym stopniu „umoczone” w porwania, morderstwa, dzielące zyski proporcjonalnie do „zasług”.

Nikt nie wyjdzie stąd żywy.

Perfidny modus operandi gangsterskiego klanu polegający na eliminowaniu swoich ofiar, tym samym minimalizowaniu ryzyka bycia złapanym, cechuje się jeszcze jedną istotną składową dla rozwoju fabuły i kontekstu historycznego filmu. Przewrotnie porywacze – komunikując się z rodzinami ofiar – tytułują się nazwiskami ważnych figur lewicowej opozycji, co daje do myślenia i rzuca światło na postać Arquimedesa jako „pachołka” służb bezpieczeństwa chylącego się ku upadkowi reżimu. Zatem wszystkie porwania, których dopuszcza się rodzina Puccio dokonują się za aprobatą i nieformalnym błogosławieństwem wysokich rangą oficerów wojskowych odchodzącej dyktatury – odchodzącej, lecz pełnej nadziei, na szybkie odwrócenie ról i zduszenie demokratycznych zapędów „nowej” Argentyny. Dobitnie obrazuje to scena, w której Arquimedes odwiedza swojego kolegę po fachu, innego porywacza, który akurat odsiaduje wyrok, nie po to, by brać go na spytki, ale zwyczajnie pocieszyć. Ten stanowczo, acz spokojnie odpowiada: „Nie przejmuj się tak. Przecież jak długo mogą potrwać demokratycznie wybrane rządy? Dwa lata?”. 

Najnowszy film twórcy Lwicy (Leonera, 2008) nosi znamiona stylu Martina Scorsese, reżysera cenionego za bezlitosne punktowanie szybkich wzlotów i jakże bolesnych upadków gangsterskich familii, z nierzadko dożywotnimi reperkusjami. El Clan to jeden z tych filmów, do których prędzej czy później będę chciał wrócić, ze scenami porwań doskonałymi pod względem realizacyjnym, z kapitalną muzyką, w szczególności kawałkiem Sunny Afternoon The Kinks, pozornie niekompatybilnym z czasem akcji i wydarzeniami ujętymi w filmie Trapera. Podobny zabieg formalny zastosował Scott Frank w Krocząc wśród cieni (A Walk Among the Tombstones, 2014), i – nomen omen – była to scena uprowadzenia dziewczynki w czerwonym płaszczyku, niejakiej Lucii, podana w slow-motion i z pobrzmiewającym utworem Atlantis Donovana w tle. Istny majstersztyk. Jednak to nie sceny uprowadzeń i krwawy ciąg dalszy, lecz to, co dzieje się poza kadrem i w umysłach oprawców, jak chociażby pieczołowicie zaplanowany scenariusz katowni pilotowany przez „padre” Arquimedesa, wilka w owczej skórze, zawsze opanowanego i taktownego w rozmowach z rodzinami ofiar, z nieodłącznym atrybutem, swoim zeszytem, w którym odhacza kolejne brudne sprawunki w imię realizacji swoich chorych ambicji.

Alfa i omega.

Jak napisał Lew Tołstoj w Annie Kareninie: „Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa jest nieszczęśliwa na swój własny sposób”. Arquimedes stanowi początek i koniec rodziny Puccio; sposób, w jaki ojciec manipuluje swoimi dziećmi, w szczególności Alejandrem, przywodzi na myśl Kła (Kynodontas, 2009) Yorgosa Lanthimosa lub Anioła nad morzem (Un Ange à la mer, 2009) Frédérica Dumonta, ale o wymowie o piekło bardziej przerażającej – bo prawdziwej. Dom z piwnicą, w której znikają ludzie stoi u Trapera jako alegoria rządów argentyńskiej junty wojskowej. Dom, którego jedyne wyjście prowadzi przez piwnicę. Wie o tym Arquimedes, wiedzą o tym jego ofiary, finalnie także i dzieci naczelnego oprawcy, który jest w stanie poruszyć niebo i ziemię, by wszystko pozostało w rodzinie. Obserwując upadek klanu Puccio wkrótce staje się jasnym, że wszystko, czego dokonał Arquimedes, dokonał nie dla rodziny – wyświechtana gawęda wszystkich mafiozów począwszy od Ojca chrzestnego (The Godfather, 1972) Francisa Forda Coppoli, a kończąc na Rodzinie Soprano (The Sopranos, 1999-2007) – ale by „kupić” rodzinę w imię realizacji (nie)swoich celów.


b a r d z o  d o b r y

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz