Search This Blog

Polecany post

Les beaux jours d'Aranjuez

Trafiając w próżnię, czyli „Piękne dni” Wima Wendersa.

Blue

Nagie szaty króla, czyli „Blue” Dereka Jarmana.

zarys fabuły: Ostatni film Dereka Jarmana, zmarłego w 1994 roku, został uznany za jedno z najbardziej kontrowersyjnych dzieł w historii filmu. „Blue” to rodzaj intymnego dziennika człowieka, który wie, że niebawem umrze.

„Blue” (1993), reż. Derek Jarman
mini-recenzja: Ostatni film Dereka Jarmana ogląda się niczym monochromatyczny błękit „IKB 191” Yvesa Kleina, lecz wzbogacony o muzykę nie byle kogo, bo Karola Szymanowskiego, Erika Satie, Simona Fishera Turnera, projektu Coil, Briana Eno i wielu innych, nasycony treścią, pozaobrazową, wypływającą z ust etatowych współpracowników i zarazem muz Jarmana: Tildy Swinton, Johna Quentina i Nigela Terry’ego. „Blue” to rodzaj osobistego, a jednak otwarcie konfesyjnego dziennika osoby świadomej nieuniknionego, w którym gorycz przenika się z humorem, staje się na wskroś poetycką formą rozrachunkowej spowiedzi stojącego jedną nogą w grobie artysty. Jarman w trakcie zdjęć do „Blue” był już w końcowej fazie AIDS, czymś na wzór „chodzącego laboratorium”, królikiem doświadczalnym; cierpiał na niemal całkowite upośledzenie wzroku, niemal, bo zawłaszczone przez wszechobecny kolor niebieski. Ultramaryna, w której zamyka się wszystko, każda dziedzina życia artysty, od tych prozaicznych po te pogłębione, i staje się jedyną formą życia, jaką zna i jaką przyjmuje, uniwersalną, która w jego oczach trwać będzie wiecznie. „Blue” jest swoistym rodzajem podróży, odyseją przez pełne kontrowersji życie Jarmana, na którą zaprasza nas on sam. Film hipnotyzuje, frapuje i porusz do głębi, do szpiku kości, do rdzenia wszystkiego. „Blue” jest filmem wręcz fizycznym, śmiałym jak żaden inny w jego filmografii. Na niespełna 80 minut czasu trwania widz staje się zakładnikiem nie tyle ściany dźwięku i słowa, co położenia, w którym znalazł się reżyser. Widz kroczy ręka w rękę z Jarmanem, identyfikując się w pełni z nim samym, jego filozofią życia, tym, o co i z czym walczył. Dostaje się politykom, dostaje się organizacjom charytatywnym, dostaje się homofobom, a nawet aktywistom gejowskim z idiotycznymi pseudo-hasłami na ustach w obronie „życia z AIDS”. „Blue”, niczym „Film Nicka” Wima Wendersa o umierającym na raka legendarnym reżyserze, Nicolasie Rayu, staje się swoistym epitafium, nagim portretem odchodzącego artysty; jest również dziełem, które stara się tłumaczyć czym jest AIDS. Jarman nigdy nie krył się ze swoją seksualnością, tak i w swoim ostatnim filmie zupełnie bez skrępowania obnaża się, pomimo stygmatu AIDS, ze swojej orientacji seksualnej. „Blue” z jednej strony funkcjonuje jako prowokujący dokument, eksperymentalny w formie, dla większości odbiorców pozostający zupełnie poza, z drugiej strony pomimo jednostajności, minimalizmu, wręcz braku środków wyrazu poprzez obraz, po projekcji ostatniego filmu twórcy fenomenalnego „Wittgensteina” (1992), widz wychodzi z głową pełną odniesień, rozmywających się, ale jednak, wyobrażeń o życiu wybitnego twórcy. 

ocena: 9/10 (rewelacyjny)

1 komentarz: