Search This Blog

Polecany post

Les beaux jours d'Aranjuez

Trafiając w próżnię, czyli „Piękne dni” Wima Wendersa.

Mommy

Jaka matka, taki syn, czyli „Mama” Xaviera Dolana.

zarys fabuły: Owdowiała kobieta wychowująca samotnie agresywnego syna dostrzega promyk nadziei, kiedy w jej życiu pojawia się tajemnicza sąsiadka.

„Mama” (2014), reż. Xavier Dolan


mini-recenzja: „Najlepszym przyjacielem każdego chłopca jest jego matka”, znamienne dla najnowszej fabuły Xaviera Dolana słowa Normana Batesa z „Psychozy” (1960) Hitchcocka materializowały się w mojej głowie za każdym razem, kiedy Steve (Antoine-Olivier Pilon), skrajnie agresywny, cierpiący na ADHD syn Diane „Die” Després (Anne Dorval), dochodził do siebie po kolejnym ataku szału; za każdym razem, kiedy Diane „Die” Després matka, skrajnie agresywnego, cierpiącego na ADHD Steve’a, dostawała odłamkowym jego napadów furii, pełniąc rolę żywej tarczy dla wystrzeliwanych z prędkością pocisków karabinu maszynowego obelg, których kaliber mógłby co wrażliwszych rozerwać na strzępy; za każdym razem, kiedy przyjaciółka z sąsiedztwa Kayla (Suzanne Clément) wbijała klin miłosierdzia w toksyczne relacje Diane „Die” Després względem jej skrajnie agresywnego, cierpiącego na ADHD syna Steve’a. „Mama” Xaviera Dolana, laureat Nagrody Jury tegorocznego festiwalu w Cannes, to jedno wielkie ADHD; wzajemnie zawiązujący i zarazem wyniszczający się, bez końca i od nowa, trójkąt wyrażony w formie naszyjnika Diane z tytułowym napisem „mommy” i tego Kayli, w kształcie symbolu nieskończoności, w kontekście samego filmu, bezwarunkowej i wiecznej miłości matki do swojego dziecka. Jednak Dolan często-gęsto przełamuje obraną konwencje, pozwala widzowi wędrować nie tyle z trójką głównych bohaterów, co z matką i synem, razem i osobno, uwypuklając tym samym nerwowe tiki ich osobowości – ich własne, podane na talerzu bez przybrania, zupełnie saute. A propos podania, najnowszy film twórcy „Na zawsze Laurence” (2012) urzeka niecodzienną, mocno eksperymentalną formą. Widz zostaje wciśnięty w portretowy aspekt 1:1, z dwiema czarnymi sztabami po lewej i prawej stronie ekranu. Niczym strażnik więzienny spogląda przez wizjer dramatu głównych bohaterów, towarzysząc im aż do emocjonalnego uwolnienia (świetna scena z kawałkiem „Wonderwall” grupy Oasis rozbrzmiewającym w tle, jeden z piękniejszych i najwymowniejszych zarazem momentów w filmie, w której Steve dosłownie rozpycha dłońmi ciasny ekran do formatu panoramicznego – łapie za gardło i puszcza dopiero przy finale przeboju braci Gallagherów). Dźwiękowo „Mama” przepuszczona została przez sito radiowych hitów lat 90. (Counting Crows, Dido, Celine Dion, Sarah McLachlan), których dobór wydaje się podyktowany bardziej przypływem emocji niż harmonią z obrazem; w sposób zupełnie spontaniczny, momentami zaskakujący, jakby niekompatybilny z tym, co przedstawione… Na temat „Mamy” Dolana można rozpisywać się bez końca, każda scena uwodzi, powoduje, że widz daje się porwać prowadzonej przez reżysera-scenarzystę historii, jakkolwiek trudna, dramatyczna i gorsząca by ona nie była. Xavier Dolan, „enfant terrible” francusko-kanadyjskiego kina, nie po raz pierwszy łamie reguły, nagina utarte konwencje, burząc konwenanse i sztampowe protokoły postępowania w materii filmowej. Twórca „Wyśnionych miłości” (2010) łączy to, co na pozór nieprzystające, jego filmy to kolaże, które hipnotyzują i fascynują zarazem, są niebanalne i sprawiają, że człowiek ma poczucie obcowania z czymś „innym”, co wykracza poza kinematograficzną pulpę, a przy tym nie jawi się jako pompatyczne, przepełnione patosem, artystowsko-arthausowe kino dla ponuraków. Każdy film Dolana to zjawisko. Jego filmy są sugestywne, ekstremalne i wrażeniowo przebogate; mocno oddziałują na wyobraźnię, nie tyle treścią, co niebanalną formą przekazu i czuciem formy samego reżysera. Parafrazując myśl Sørena Kierkegaarda: „To, co z jego filmów dotąd pojąłem, to tylko cząstka, a tego, co kryje się pod mglistymi postaciami przeczucia, dość jeszcze zostaje, i jestem przekonany, że gdybym kiedyś całkowicie zrozumiał Dolana, wtedy dopiero byłby dla mnie zupełnie niezrozumiały”. Gorąco polecam. 

ocena: 9/10 (rewelacyjny)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz