Search This Blog

Polecany post

Les beaux jours d'Aranjuez

Trafiając w próżnię, czyli „Piękne dni” Wima Wendersa.

The Hundred-Foot Journey

Kultur starcie pozorowane, czyli „Podróż na sto stóp” Lasse Hallströma.

zarys fabuły: Film opowiada o rywalizacji pomiędzy znajdującą się we Francji indyjską restauracją a znajdującą się nieopodal francuską restauracją z gwiazdką Michelina.

„Podróż na sto stóp” (2014), reż. Lasse Hallström
maxi-recenzja: Lasse Hallström w iście oscarowym stylu wraca na porzucone lata temu czekoladowe terytoria, i podobnie jak wtedy, tak i teraz trafia – bez pudła – w kubki smakowe wyposzczonej publiczności. „Podróż na sto stóp” można czytać jako kulinarny prequel jednego z największych hitów twórcy „Kronik portowych” (2001), w którym z maestrią godną cukierniczego mistrza przedstawił swój autorski, niezwykle wyrafinowany przepis na „szatański” deser. „Podróż na sto stóp” to nie musztarda po obiedzie, a pełnoprawne, wykwintnie podane danie główne, i choć powierzchownie przypomina „Czekoladę” (2000), jako przypowieść o oddawaniu się przyjemnościom natury smakowej i estetycznej, pod sztandarem szeroko pojętej życzliwości i tolerancji zamkniętej w dusznej bańce wyobrażeń o małomiasteczkowej społeczności, to jest to jedynie polewa, która skrywa pod sobą coś więcej – pozorną rywalizację pomiędzy pikanterią i żarem smaków kuchni indyjskiej a wyrafinowaniem i wytworną elegancją tej francuskiej. Ta gra pozorów jako proces dochodzenia do konsensusu pomimo odrębności etnicznej, w najnowszym filmie Hallströma zyskuje zupełnie inny, świeży wymiar.

Hallström często-gęsto korzysta z formuł gatunkowych, mocno  zakorzenionych  w hollywoodzkim przemyśle filmowym, w których nadal widzi olbrzymi potencjał. „Podróż na sto stóp” to diabelsko skuteczna krzyżówka „Slumdoga” (2008) Danny'ego Boyle'a i pixarowskiego „Ratatuj” (2007) Brada Birda. Mamy więc jednostkę, która pomimo tego, że stoi na z góry przegranej pozycji, jest gotowa na wszystko, aby spełnić swoje marzenie. Tą osobą jest dobrze zapowiadający się kucharz Hassan (Manish Dayal), który wraz z rodziną postanawia uciec z ogarniętego powstaniem Mumbaju, by na południu Francji odnaleźć szczęście, któremu na imię Indyjska Retauracja. Jedyną osobą, która stara się pokrzyżować wielkie plany Hassana jest Madame Mallory, właścicielka Saule Pleureur, francuskiej restauracji z ambicjami posiadania dwóch gwiazdek Michelina, znajdującej się tytułowe sto stóp od nowopowstałego lokalu rodziny Kadam. Nie wypada w tym miejscu nie wspomnieć o fenomenalnej ścieżce dźwiękowej, autorstwa A.R. Rahmana, która w „Slumdogu” w sposób zupełny oddawała ducha opowiadanej historii, w „Podróży…” swoją elektro-etnicznością znów wygrywa – w sposób doprawdy magiczny dopełnia pełną gracji historię, stając się jej drugim narratorem. Natomiast szczyty kulinarnego wyrafinowania, gastronomiczna erudycja oraz pocztówkowe ujęcia „Paris by night”, gdzie Hassan finalnie mierzy się ze swoim zawodowym przeznaczeniem, przywołują reminiscencje obrazu Birda.

Od lewej: Om Puri jako Papa Kadam, w środku Manish Dayal (Hassan Kadam) i Helen Mirren w roli Madame Mallory
Lasse Hallström, wespół w zespół ze Stevenem Knightem (osobą odpowiedzialną za scenariusz do „Podróży…”), w sposób niebywale sprawny, ze swadą i dystansem, bawią się stereotypami i skrajnościami, które w ich rękach służą, z jednej strony, jako narzędzie do podsycania konfliktu na linii rodzina Kadam-Madame Mallory, z drugiej – do ratowania w sytuacjach spornych poprzez, bazujący na narodowych stereotypach, humor. W filmie Hallströma Francuzi to zadzierające nosa snoby, wytworni, obyci, szafujący etykietą i savoir-vivreem suto zastawionych drogimi wiktuałami stołów, co stanowi ogromny kult-kontrast dla wulgarnie-wręcz-skormnych i oszczędnych Hindusów, z ich powłóczystymi, pstrokatymi szatami i jazgotliwą muzyką.

Aktorsko film stoi na bardzo wysokim poziomie; Helen Mirren w roli Madame Mallory, choć ewidentnie przytłoczona francuskim akcentem, w sposób niesłychanie sugestywny potrafiła oddać splendor uznanej w świecie kulinariów restauratorki, ale i skrywaną, pod płaszczykiem pozorowanej elitarności, wrażliwość. Ojciec Hassana (Om Puri) to, obok Madame Mallory, postać najbardziej niejednoznaczna, rozdarta pomiędzy uczuciowością a dumą, która, pomimo skrajnego uporu, dokładnie wie, gdzie leży granica między celem samym w sobie a dobrem rodziny.

Coq au vin, a może ten tandoori? Kariera czy świadomość rodzinnej lojalności? Czarne czy białe? „Podróż na sto stóp” to nie talk-show Ewy Drzyzgi, a Hallström nie udziela jednoznacznych odpowiedzi. Film można czytać jako przypowieść o symbiozie przeciwieństw, o tym, że stereotypy należy przełamywać, a pozory mogą mylić. Natomiast odmienne kultury mogą nie tyle istnieć, koegzystować we wzajemnym szacunku, co, idąc dalej, przenikać się ze sobą, tworząc coś wspólnie unikatowego.

ocena: 8/10 (bardzo dobry)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz