Search This Blog

Polecany post

Les beaux jours d'Aranjuez

Trafiając w próżnię, czyli „Piękne dni” Wima Wendersa.

Babadook

Przyprawiający o palpitacje serca, mrożący krew w żyłach, wciskająca w fotel, czyli „Babadook” Jennifer Kent.

zarys fabuły: Matkę i jej sześcioletniego synka nawiedza nocami dziwaczny, tajemniczy stwór. Czy dziwne zjawisko jest realne, czy może jest wynikiem pogłębiającej się alienacji i psychozy bohaterów?

„Babadook” (2014), reż. Jennifer Kent


mini-recenzja: Inspirowany takimi klasykami jak: „Egzorcysta” (1973) Williama Friedkina, „W kleszczach lęku” (1961) Jacka Claytona czy „Martwe zło” (1981) Sama Raimiego „Babadook” w reżyserii Jennifer Kent, to klasyczne kino grozy, ze stopniowo budowanym napięciem, które wygrywa gęstą atmosferą szaleństwa i niedopowiedzeń. Czerpiąc garściami z estetyki niemieckiego ekspresjonizmu – załamania perspektywy, osobliwa gra światłocienia, surrealistyczne scenerie – Kent kładzie nacisk bardziej na suspens i psychologię bohaterów niż na kino eksploatacji sensu stricto. Do tego mistrzowska gra na niuansach i symbolice. Zasłużone brawa należą się naszemu operatorowi Radosławowi Ładczukowi – „Sala samobójców” (2011), „Jesteś Bogiem” (2012) – który z maestrią godną największych potrafił odmalować atmosferę nadnaturalnego niepokoju, przytłaczającą z każdą kolejną stopklatką duchotę miejsca zestawioną z paranoiczną zgnilizną stopniowego osuwania się w mrok. Rzadko spotykana umiejętność.   

ocena: 8/10 (bardzo dobry)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz