Search This Blog

Polecany post

Les beaux jours d'Aranjuez

Trafiając w próżnię, czyli „Piękne dni” Wima Wendersa.

Transcendence

Szkiełko i oko świata technologii przyszłości kontra czucie i wiara heroicznego ludu, czyli „Transcendencja” Wally'ego Pfistera.

zarys fabuły: Śmiertelnie chory naukowiec zgrywa swoje ciało do komputera, co daje mu nadludzką siłę i możliwość stania się niezwyciężonym.

„Transcendencja” (2014), reż. Wally Pfister


mini-recenzja: „Wczoraj dr Will Caster był tylko człowiekiem”, tymi słowami opatrzony jest plakat promujący debiut reżyserski Wally'ego Pfistera, etatowego operatora samego Christophera Nolana. Zdecydowanie jednak wyszłoby filmowi na lepsze, gdyby tym „tylko człowiekiem” pozostał, ponieważ do momentu faktycznej śmierci protagonisty „Transcendencja” zmierzała w stronę całkiem solidnie skrojonego dramatu z elementami sci-fi. To co następuje później, łącznie z samym finałem, rozczarowuje. Zamiast transcendencji otrzymujemy filmowe monstrum dr Frankensteina, zbitkę ogranych klisz gatunku wrzuconych bez ładu i składu, na zasadzie „kopiuj-wklej”; znajdzie się tu trochę „Matrixa” (1999) już-nie-braci Wachowskich, trochę „Kosiarza umysłów” (1992), kalki z „Inwazji porywaczy ciał” (1956) Siegela, „Terminator” (1984) Camerona, „Mroczne miasto” (1998) Proyasa… i Bóg wie co jeszcze. Wtórne, nudne, i co najgorsze, skrajnie bełkotliwe, natomiast na grę aktorską lepiej spuścić zasłonę milczenia. Jakieś pozytywy? Ładne zdjęcia.   

ocena: 3/10 (słaby)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz