Search This Blog

Polecany post

Les beaux jours d'Aranjuez

Trafiając w próżnię, czyli „Piękne dni” Wima Wendersa.

Kraftidioten

Obowiązkiem ojca jest pomścić syna,  czyli „Obywatel roku” Hansa Pettera Molanda.

zarys fabuły: Nagła śmierć syna powoduje, że kierowca pługu, Nils, zostaje wplątany w narkotykowe porachunki.

„Obywatel roku” (2014), reż. Hans Petter Moland


mini-recenzja: Hans Petter Moland funduje widzowi osobliwy mariaż gatunków – od psychodramy, poprzez kino gangsterskie, na westernie kończąc – a wszystko to przywalone sporą ilością mrożącego krew w żyłach czarnego humoru. Osobiście nie pamiętam takiej ilości krwawych rozprysków na śnieżnym puchu od czasu „Fargo” (1996) braci Cohen (choć warto zaznaczyć, że „śnieżny puch” w „Obywatelu roku” ma zdecydowanie dwojaki charakter). Inteligentny, zabawny i przerażający zarazem – choć niepozbawiony scenariuszowych mielizn – film Molanda przedstawia losy człowieka postawionego pod ścianą, zmuszonego na własną rękę wymierzyć sprawiedliwość wszystkim bydlakom, którzy przyczynili się do śmierci syna. Stellan Skarsgard w roli pogrążonego w rozpaczy ojca, który z obrzynem w łapie zmienia skute lodem norweskie pustkowia w przepastne cmentarzyska, to klasa sama w sobie. Zabójczo poważny, to znowu osobliwie lekki charakter „Obywatela roku” stanowi o jego rozdwojeniu, i choć nie wszystko stoi na najwyższym poziomie, to film uwiera, wywołując, może nie salwy śmiechu, ale ten – jakże wymagany dla czarnej komedii i krwawej groteski – nerwowy chichot.

ocena: 7/10 (dobry)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz