Search This Blog

Polecany post

Les beaux jours d'Aranjuez

Trafiając w próżnię, czyli „Piękne dni” Wima Wendersa.

The Hunter

Bo nie o to chodzi, by tropić tygrysa tasmańskiego, ale by wytropić go, czyli „Łowca” Daniela Nettheima.

zarys fabuły: Firma biotechnologiczna zatrudnia myśliwego, któremu zleca wytropienie ostatniego żyjącego tygrysa tasmańskiego.

„Łowca” (2011), reż. Daniel Nettheim


mini-recenzja: Swoim filmem – osobliwym thrillerem rozpiętym formalnie między mainstreamem a kinem arthousowym – Daniel Nettheim, w sposób niezwykle sugestywny, maluje obraz człowieka poszukującego celu i własnej tożsamości. Egzystencjalna pustka, w której trwa główny bohater, najemny myśliwy Martin (Willem Dafoe jak zawsze w formie), zestawiona z bolesną przeszłością, stanowią zarówno filtr rzeczywistości protagonisty, jak i drogowskaz zrozumienia jutra. Wielość, ba, natłok przeplatających się motywów, filozoficzna odyseja w głąb umysłu Martina, czyni z „Łowcy” bardzo osobiste i introspekcyjne studium kondycji człowieka, rozdartego między traumami przeszłości a nadzieją na odmianę losu. Brawa dla operatora, Roberta Humphreya, który w sposób mistrzowski potrafił odmalować nie tyle emocjonalną złożoność postaci, co atawizm miejsc i czasów; nieprzebrana otchłań tasmańskiej dziczy – ubrana w formę chłodnych, odrealnionych, acz hipnotyzujących kadrów – urzeka i przeraża zarazem. Klimatem „Łowcy” bliżej do refleksyjnej „Valhalli” (2009) Nicolasa Windinga Refna niż, powiedzmy, „Nożownika” (2003) Williama Friedkina, a więc osoby szukające w filmie wszelkiej maści pościgów, strzelanin i krwawego mordobicia – czyli atrybutów klasycznej formuły filmu typu thriller – prawdopodobnie doznają rozczarowania. 

ocena: 8/10 (bardzo dobry)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz