Search This Blog

Polecany post

Les beaux jours d'Aranjuez

Trafiając w próżnię, czyli „Piękne dni” Wima Wendersa.

Zet i Dwa Zera

ROZTAŃCZONY PYŁ TEGO ŚWIATA

Żony braci bliźniaków – Olivera i Oswalda Deuce’ów – giną w wypadku samochodowym, spowodowanym przez zbłąkanego łabędzia. Tragiczny w skutkach wypadek rozpoczyna obsesyjny ciąg zdarzeń, w którym to początek życia i jego koniec, proces rozkładu, fascynacja śmiercią, jak również osoba Alby Bewick (osoba kierująca samochodem w momencie feralnego zdarzenia); wszystkie te czynniki stają się siłą kierującą poczynaniami braci bliźniaków oraz wyznacznikiem ich żalu po stracie żon. Fascynacja postacią Alby Bewick ujawnia się również w poczynaniach pewnego chirurga, postrzegającego jej ciało (pozbawione po wypadku nogi), jako artystyczny hołd złożony swojemu mistrzowi – holenderskiemu malarzowi Janowi Vermeer’owi. Pomimo tego, że główne przesłanie filmu Petera Greenawaya można podsumować w jednym, bądź dwóch zdaniach, to pytania, jakie stawia Greenaway w swoim dziele, jak również obszar natury artystycznej, czysto filozoficznej, który poprzez stawiane pytania stara się zgłębić, mogłyby stać się kanwą setek prac naukowych.

Nawet sam tytuł, Zet i Dwa Zera (Z00), funkcjonuje w filmie na wielu płaszczyznach znaczeniowych; odwołuje się nie tylko do miejsca pracy braci Deuce’ów, ale również w szerszym znaczeniu do metaforycznych klatek, które zamieszkujemy przechodząc przez kolejne etapy życia. Obszerna symbolik tytułowych dwóch zer, reprezentująca dwóch braci – Olivera i Oswalda; sam kształt cyfry zero nawiązuje do symboliki jajka, jako początku życia, aktu tworzenia oraz pojęcia wieczności.

Zet i dwa zera Greenawaya przesiąknięty jest naturalizmem, gdzie cała przedstawiona rzeczywistość – rzeczywistość duchowa, albo nie istnieje albo jest sprowadzana do natury, czystej materii. Reżyser zdaje się by całkowicie pochłonięty światem natury i jego porządkiem rzeczy; fabuła filmu naszpikowana jest ujęciami stop motion, ukazującymi proces rozkładu, jako główne założenie eksperymentów przeprowadzanych przez braci bliźniaków. To co z tego wynika, efekt finalny każdego z ich doświadczeń jest złowieszczo komiczny, przez co staje się satyrą na naturę ludzką, tak pochłoniętą światem ich/nas otaczającym, pełnym (nie)wzniosłych idei rozpadających na naszych oczach, niczym domek z kart – roztańczony pył tego świata.

Jedyny problem z filmem Greenawaya, zdaje się leżeć w samych bohaterach, którzy giną pod ciężarem filozoficznego natłoku znaczeń Zet i Dwóch Zer. Chociaż dostrzegamy emocjonalny, jak i fizyczny wymiar spustoszeń, jakiego dokonała śmierć żon w życiu braci Deuce’ów (w rzeczywistości też bracia Brian i Eric Deacon), nie zmienia to jednak faktu, że motywacje kierujące ich poczynaniami pozostają nad wyraz mgliste. Dodatkowo bohaterowie zapełniający drugi plan, chociażby prostytutka Venus z Milo (Frances Barber), świadcząca swoje usługi na terenie zoo, czy postać Alby Bewick (Andréa Ferréol), zostały stworzone bardziej na potrzeby udowodnienia tez stawianych przez Greenawaya aniżeli po to, by widz mógł się z nimi utożsamić.

Nie sposób jest się przyczepić do warstwy wizualnej Zet i Dwóch Zer; Greenaway potraktował swoje dzieło z niezwykłą pieczołowitością i iście barokową dbałością o detale. I tu należy się wzmianka o Sachy Viernym, operatorze filmu, który zdecydował się na użycie ponad 26 rodzajów światła, aby uzyskać efekt zbliżony do faktury i kolorytu dzieł Vermeera. Dodatkowo, szafowanie martwą naturą w prawie każdej scenie powoduje, że rezultat jest wprost oszołamiający, wręcz malarski. Nie sposób pominąć proporcji, symetrii, mającej odzwierciedlenie w niemal każdej scenie, a zyskującej na znaczeniu w trakcie trwania filmu.

Detale odgrywają kolosalne znaczenie w odczytywaniu złożoności filmu Greenawaya. Chociażby niepozorna rozmowa w jednej ze scen na temat tego, czy zebra jest zwierzęciem maści białej w czarne paski, czy też czarnym w paski białe, wydaje się bezcelowa, jednak kiedy po raz wtóry doświadczamy pasiastego motywu, przedstawionego za każdym razem, podczas trwanie filmu, w sposób niebywale pomysłowy, z genialnym naddatkiem w postaci charakterystycznych i niepokojących zarazem partytur Michaela Nyman’a, to wtedy właśnie zaczyna docierać do nas ważność ekspozycji tej rozmowy.

Zet i Dwa Zera nie jest obrazem łatwym w odbiorze, zarówno pod względem wizualnym jak i znaczeniowym. Film nie przypadnie każdemu do gustu, jednak zyskuje przy każdej kolejnej projekcji. Jest to film, który pozostaje z widzem jeszcze na długo po seansie, zmuszając go do rozpamiętywania poszczególnych scen i przetwarzania ich przez własną wrażliwość – nieustannie i od nowa…

Ocena: 9/10 (znakomity)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz