Search This Blog

Polecany post

Una mujer fantástica

A Natural Woman, czyli „Fantastyczna kobieta” Sebastiána Lelio [ZWIASTUN]

The Homesman

Symbol (nie)pamięci, czyli „Eskorta” Tommy'ego Lee Jonesa.

opis fabuły: Historia nietypowej pary, która ma za zadanie przewieźć trzy niepoczytalne kobiety ze stanu Nebraska do Iowa.

„Eskorta” (2014), reż. Tommy Lee Jones


recenzja: „Eskorta” (2014) to swoisty rewers „Trzech pogrzebów Melquiadesa Estrady” (2005) – nominowanego do Złotej Palmy debiutu reżyserskiego Tommy’ego Lee Jonesa. W „Trzech pogrzebach…” Jones wcielił się w rolę lokalnego ranczera, Pete'a Perkinsa, wymierzającego sprawiedliwość na własną rękę. Zabójcą swojego przyjaciela, tytułowego Melquiadesa Estrady, okazał się pewien młody pogranicznik, Mike Norton (Barry Pepper), dla którego konfrontacja z Perkinsem okazała się prawdziwą drogą przez mękę, na której końcu czekało odkupienie. Zaś dla inicjatora wędrówki stała się ona donkiszotowską drogą do celu, i nie mam tutaj na myśli godnego pochówku przyjaciela na meksykańskiej ziemi, którego Perkins był gwarantem, ale rozpaczliwą w dążeniach próbą zaprowadzenia porządku w barbarzyńskim świecie pogranicza Stanów Zjednoczonych i Meksyku.

W „Eskorcie” to George Briggs – próżniak, pijaczek i drobny bandyta – bohater Jonesa, w którego rolę wciela się sam Jones, musi przejść ewolucję moralną i światopoglądową; przewartościować wszystkie wyznawane dotąd wartości w świecie zaledwie „muśniętym” cywilizacją po to, by utracić wszystko, co ma, wszystko, co wie i wszystko, co składało się na jego osobę. Wypadkową odnajdowania się w rzeczywistości łajanej bezkompromisową naturą, głodem i trawiącymi wszystko i wszystkich chorobami jest obłęd upersonifikowany w trzech młodych kobietach. To z nimi musi początkowo zmierzyć się ambiwalentny moralnie bohater; zmierzyć się po to, by móc o nie zadbać przy rozwiązaniu tytułowej eskorty. Warto nadmienić, że udział Briggsa jest wymuszony, jako że faktyczną inicjatorką wyprawy jest Mary Bee Cuddy – samotna, pozująca na władczą, twardo stąpającą po ziemi właścicielka gospodarstwa, która deklaruje się podjąć obfitującej w szereg niebezpieczeństw eskorty niepoczytalnych kobiet ze stanu Nebraska do Iowa. Udział Briggsa w całym tym przedsięwzięciu jest zupełnie przypadkowy, i pomimo tego, że Mary ratuje go przed niechybną śmiercią przez powieszenie, wdzięczność Briggsa jest śladowa; imperatywem, który otwiera i zamyka jego usta jest – oprócz „wyszarpanego” przez Mary elementarnego gestu przyzwoitości, czyli pomocy w eskorcie – jest osobisty rachunek zysków i strat, a konkretnie suma trzystu dolarów, którą ma uzyskać jako zapłata za „przewóz ładunku”.

Najnowszy film Jonesa hipnotyzuje powoli zawiązującą się akcją, monotonią poczynań, majestatyczną statyką kadrów, „szarpanymi” retrospekcjami, genezą stopniowego osuwania się w mrok przewożonych kobiet. „Eskorta” to klasyczny przykład antywesternu, gdzie próżno szukać wyraźnego motywu walki dobra ze złem, wszelkich konwenansów i utartych zachowań, akcentowania czytelnych postaw moralnych i wychowawczych, czyli tego wszystkiego, co dookreślało prawdziwe westerny. Jones wkłada kij w mrowisko, wrzuca kamień w wyciszoną głębinę filmowej konwencji, poddaje dekonstrukcji gatunkowy porządek rzeczy zupełnie jak zrobili to bracia Coen w „Prawdziwym męstwie” (2010), jednak bez aluzji do współczesności. „Eskorta” została w sposób bezpardonowy pozbawiona jakichkolwiek oznak romantyzmu, przyjaźni i przygody, mentalnej „gorączki złota” – jakiejkolwiek wartości, która nakazywała trwać i iść w stronę zachodzącego słońca. W zamian otrzymujemy drapieżność, barbarię i brutalizm jako rewizjonistyczny wycinek kolonizowania Midwestu.

W filmie Jonesa rewizji podlega również znaczenie mężczyzn w mocno maskulinistycznej konwencji jaką bez wątpienia jest gatunek westernu. Choroby psychiczne, które dotykają kobiet są w równym stopniu wypadkową czynników zewnętrznych, co prymitywnych zachowań ich mężczyzn, wegetujących w poczuciu niemocy i frustracji na każdym możliwym poziomie. Przewożone dziewczyny pozostają do końca bierne, milczące i kalekie – to hołd Jonesa złożony wszystkim kobietom skonwencjonalizowanego świata gatunku, których rola był zaledwie użytkowa, jeżeli nie dekoracyjna. Gdzieś w powietrzu daje się zauważyć nadchodzący front zmian, jednak przemiany dopiero zaczynają fermentować w głowach bohaterów, zaczynają ewoluować od zwierzęcia ku istocie, od drapieżności ku zbiorowości.

Jones maluje skrajnie pesymistyczny obraz pewnego okresu w dziejach Ameryki, gdzie obłęd, beznadzieja i wszechobecna śmierć wiodły prym, a wartością samą w sobie był szeroko rozumiany pragmatyzm. Jednak na dnie tego całego szamba, w którym bez wyjątku tkwią wszyscy bohaterowie świata przedstawionego, znajduje się perła, którą lepiej zostawić w spokoju. Wyraża to finałowa scena, w której zamówiona przez Briggsa płyta nagrobna – symbol pamięci o Mary Bee Cuddy, bohaterce, która miała do zaoferowania najwięcej, a najwięcej straciła – w bezsensowny sposób zostaje wrzucona do rzeki przez jednego z przewoźników na łajbie-scenie, gdzie Briggs uskutecznia swój obsceniczny, chocholi taniec. Pijak i łajdak Briggs, któremu wszystko jedno; który pojął pewne prawdy, ale czy da świadectwo? Osobiście w to wątpię.
         

b a r d z o  d o b r y

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz