Search This Blog

Polecany post

Les beaux jours d'Aranjuez

Trafiając w próżnię, czyli „Piękne dni” Wima Wendersa.

De toutes nos forces

Jest moc, czyli „Ze wszystkich sił” Nilsa Taverniera.

zarys fabuły: Niepełnosprawny nastolatek, Julien, chcąc zbliżyć się do ojca, wpada na pomysł wzięcia udziału w triatlonie.

„Ze wszystkich sił” (2013), reż. Nils Tavernier


recenzja: Opowiadając o uczuciach na linii ojciec-syn, Nils Tavernier z gracją linoskoczka balansuje na granicy ckliwego melodramatu i wąskiej obyczajówki, ale rzadko kiedy traci równowagę i styl. Z każdą kolejną sceną, powoli i w skupieniu stąpa po zwycięstwo. „Ze wszystkich sił” (2013) wygrywa pomysłowymi ujęciami, świetnym montażem (zarówno obrazu, jak i dźwięku), trafnym doborem utworów dopełniających atmosferyczną muzykę Barði Jóhannssona, a przede wszystkim niebywale zaangażowaną obsadą. Filmowa szpachla? Być może. Jednak osobiście nie mam nic przeciwko, o ile obraz wciąga i jest szczery co do treści, które przemyca. Prawda – jest. Nie brak również energii i nadludzkiej pasji, a efekt – zwalający z nóg. Wprost magiczna fasada najnowszego projektu Nilsa Taverniera w sposób nad wyraz skuteczny przykrywa liczne bruzdy na poziomie scenariusza, suche one-linery i sylwetki bohaterów zarysowane jedną grubą krechą. Przymykamy oko? Zdecydowanie tak.

„Ze wszystkich sił”, historia Juliena (Fabien Héraud), nastolatka cierpiącego na porażenie mózgowe, który namawia swego ojca (Jacques Gamblin) do wspólnego startu w słynnym triatlonie Ironman w Nicei, ma w sobie moc sprawczą. Widz nie ma innego wyjścia, jak tylko zespolić się z głównymi bohaterami, w ich dążeniach, aby zawalczyć o wszystko. I nie chodzi tutaj o zwycięstwo w zawodach, lecz ukazanie żelaznego hartu ducha, głębokiej wiary poprzez cierpienie, to fizyczne, jak i to meta. Że można. Bez użalania się nad sobą, w pełnej gotowości poddania się kolejnym odhaczanym punktom narzuconego reżimu treningowego. „Ze wszystkich sił” to film o mroku, przygodzie, trudnych relacjach na linii rodzic-dziecko i przełamywaniu własnych ograniczeń. Główny bohater Julien jest niczym Rocky Balboa, człowiek znikąd, który rzuca rękawice samemu mistrzowi świata. Dostaje srogie manto, rzecz jasna, ale nadal stoi na nogach i ma szansę walki o kolejny tytuł.

Przez cały czas trwania filmu obserwujemy zmagania Juliena ze swoją fizycznością i Paula, jego ojca, byłego triatlonisty, pozbawionego złudzeń co do siebie i świata człowieka-ducha – perfekcjonisty bez pasji i celu w życiu, walczącego z samym sobą, swoimi demonami niespełnionego sportowca, jałowego męża i kiepskiego ojca. Jednak widmo zawodów i trudy, których doświadczają podczas przygotowań do nich, uruchamiają całą lawinę zdarzeń; powodują, że dwójka zaczyna zbliżać się do siebie, odżywają relacje, a przede wszystkim ojcowska miłość i odpowiedzialność Paula względem upośledzonego syna. Bo ta synowska była zawsze. „Ze wszystkich sił” to obraz podnoszący na duchu i wymagające ćwiczenie na zwykłą ludzką empatię. Film ani przez moment nie traci tempa, fabuła jest non-stop w ruchu, bez zbędnego owijania w bawełnę, melodramatycznych zapewnień, wzniosłych haseł i „dużych liter”. Jest misja do wykonania. Jest sprawa. Reszta dzieje się podprogowo, gdzieś pomiędzy wierszami. Bohaterowie wiedzą, wie również i widz. Reszta spala się w ich wysiłku. Polecam.


d o b r y

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz